Joanna Głuszyk dietetyk

Droga na Chojnik……..

No i zleciało od Chojnika tydzień w oka mgnieniu. Niestety nie udało mi się przez ten czas zebrać myśli na tyle aby usiąść na spokojnie i coś naskrobać. Więc może teraz , póki jako taka wena twórcza mnie naszła, bo później nie wiadomo kiedy znów mnie najdzie .

Na zawody zapisałam się tak ot porostu nie myśląc o tym że przygotowania w biegach górskich potrzeba a ja z czasem to nie za bardzo coby w góry jechać. Przesieki nie wliczam w to. 🙂 Po drugie co dobrze pamiętam siła i moc przekonywania Fizjobiegaczy Szczecin najprawdopodobniej pomogła mi postawić kropkę nad i. No to skoro się zapisałam a czas płynie nie ubłagalnie , dzień wyjazdu nastąpił lada chwila.

Wyjazd do Szklarskiej okupywany oczywiście przebojami zanim dobrze wyruszyłam ze swoją prawie całą familią.  Nie wspominam w ogóle samego wyjazdu ze Szczecina bo to była jakaś porażka w ten dzień, tylko dlaczego nasza Aura kochana musiała upodobać sobie „pawie”

No ale jak się już uporaliśmy i z tym problemem i korkami w końcu na trasie odetchnęłam do momentu kiedy znając drogę posłuchałam nawigacji durnej i trzeba było nadrobić kilometrów a góry były już w zasięgu wzroku . Ach…..

W końcu udało się dotrzeć do punktu odbioru pakietów startowych . Jeszcze wtedy nie byłam świadoma co to jest ta wisienka na torcie więc i strachu nie było. Po dotarciu do hotelu i przywitaniu z wieloma znajomymi twarzami ze Szczecina człowiek udał się na zasłużony wypoczynek .

Rano pobudka koło 6 dzięki Aurze , spacer poranny był udany. W sumie pozwolił mi na spokojnie ze sobą pogadać. Lubie tak czasami z kimś inteligentnym porozmawiać 🙂 Po śniadaniu zebrała się cała ekipa fizjo i wiooooo na start. Temperatura na dworze rosła , było coraz cieplej. Super w końcu się opalę  taka była myśl. Skóra  z ramion schodzi do dziś.

Równo o godzinie 10 ruszyliśmy wszyscy zdobywać zamek . Ha ha na początku było spokojnie, bardzo spokojny początek no i po paru km ten spokojny bieg przeszedł w spacer pod górkę yyyyy.. sorki miało być górę. szłam i szłam pod nią . Taki był zamiar, nie zaorać się bo takie biegi to nie mój cel w tym roku więc na spokojni na luzie…. Jeśli jest górka to musi być też z górki tylko że za nim te z górki nastąpiło wyszedł mój brak doświadczenia w takich biegach. Nie te buty na kamieniste zbiegi, no i uświadomiłam sobie że żadna kozica ze mnie jak zobaczyłam dziewczyny biegające jak kozice po tych kamlotach. Matko jak ja im zazdrościłam tej umiejętności. Moja głowa i boląca stopa bo złym jej postawieniu nie pozwoliły na  więcej , wiec powoli czekałam na to miejsce gdzie podłoże będzie dla mnie łaskawsze . No i się doczekałam . Cieszyła się jak dzieciak że w końcu coś mogę pobiec tak na serio. Byłam już po drugim punkcie żywieniowym a czekałam na trzeci , na arbuzy, które pakowałam w siebie w ogromnych ilościach . Co prawda ładunek glikemiczny prawie żaden, ale te zimne arbuzy ….. no po prostu byłam  w stanie oddać za nie nawet bukłak z wodą.

Kiedy dobiegłam do sławetnego podejścia na Chojnik na zegarku wybił 26 km. Pomyślałam sobie e… jeszcze 2 km . Spoko fajny czas zmieścisz się w do 4 godzin. Czar prysnął w momencie gdy zaczęłam wchodzić na ten zamek. Czułam jak oddech mi siada totalnie, jak głowa zaczyna walczyć ze mną, jak mi wpajała żebym sobie dała spokój z tym wszystkim. Jak ja głupia byłam, że wdałam się z nią w gadkę Prawie wygrała .  Oczy zalała chwilowa ciemność i tak naprawdę gdybym miała czym pewnie też bym oddała naturze naturę:-) To było straszne i okropne uczucie . Myślałam ze zejdę ale nie o własnych siłach. Kiedy w końcu doszłam na szczyt tej wisienki uradowała się moja dusza na widok zbiegu, pomimo że nogi to miała  już głęboko w …..

18700810_1363843937045340_3422873197981122678_o

Oczywiście fajny zbieg też się po krótkim czasie skończył a zaczął się zbieg na którym nie udało mi się już kozicy udawać , widząc jeszcze przed sobą glebę na kamlotach jednej  zawodniczek. To jak wstała i się otrzepała ….hmm mam nadzieję że nic jej się nie stało.

Wiedziałam że jest coraz bliżej mety , zaczęło być coraz głośniej , coraz wyraźniejszy były odgłosy z mety , coraz więcej ludzi krzyczało jeszcze 500m …… i tak w kółko…

No kurcze ja się pytam te 500 m już minęło a mety jak nie ma tak nie ma , ktoś tu ściemnia albo liczyć nie umie. Teraz już wiem dlaczego nazwa półmaraton z górką . taka tam koło 1 km ta górka na plusie.Kiedy już ujrzałam metę z daleka w pełnym palącym słońcu pomyślałam że pocisnę w swoim stylu czyli tak bez tlenu. Ale po tylu km zaczęły mi przeszkadzać i kije (bardzo przydatne w drodze i okulary p/słoneczne . Tu należą się podziękowania Mireczce naszej kochanej z fizjo ….która dzielnie złapała te moje gadżety, ale w zamian dostałam flagę sztandar rzekłabym nawet ,  Fizjobiegacze, czarne szatany ze szczecina jak to spiker powiedział o nas . I leciałam do mety niesiona dumą że się udało , że spotkałam na trasie tylu fajnych ludzi. Tak mam że na trasie lubię sobie pogadać. i to mi się podoba że w górach często jest to możliwe .

Metę przekroczyłam z czasem 4.02.01, zziajana, zmęczona i sponiewierana. Ale postanowiłam sobie że tam wrócę za rok . I tak będzie jeśli tylko zdrowie , brak kontuzji pozwoli to tak zrobię a nawet więcej podejmę wyzwanie przebiegnięcia maratonu ….. Będzie to jeden z biegów górskich który pozwoli mi się przygotować do malej niespodzianki na starty w 2019 roku.

Korzystając z okazji chciałam bardzo podziękować wspaniałej grupie Fizjobiegaczy Szczecin

za wspaniałą atmosferę , super drużynę. sklep Sport shop https://www.facebook.com/sportshop.szczecin 

za dostarczenie odżywek spełniających moje surowe wymagania HIGH5 https://www.high5.com.pl/

Asi z Ekspert Zdrowia za doprowadzenie mojej łydki w tempie błyskawicznym do normalności http://ekspert-zdrowia.pl/

 

18671124_1361039717325762_50643313117260740_n 18766588_1381740705224821_232702806404782272_o 18814988_1338495292908194_8085713854414753021_o 18766542_1308377765927302_3798813991483110426_o

 

 

 

JMG-dietetyk Joanna Głuszyk